Wrocławski kardiolog choruje na szpiczaka. Rodzina zbiera 1,8 mln zł na terapię CAR-T

43-letni Wojciech Rychard, kardiolog z Wrocławia, który przez lata wszczepiał rozruszniki serca i wykonywał ablacje, sam walczy z agresywnym szpiczakiem plazmocytowym. Kolejne schematy leczenia przestały działać, a rodzina do końca września musi zebrać 1,8 mln zł na immunoterapię CAR-T. Zbiórkę prowadzi serwis siepomaga.pl.

Ból kręgosłupa okazał się nowotworem

Pierwsze objawy pojawiły się trzy lata temu i nie budziły podejrzeń. Lekarz odczuwał ból kręgosłupa, który tłumaczył sobie przeciążeniem po treningach. Rezonans magnetyczny pokazał zmiany w kościach, a dalsza diagnostyka potwierdziła szpiczaka plazmocytowego.

Chemioterapię rozpoczęto w marcu 2023 roku, później Rychard przeszedł autoprzeszczep szpiku. Osiągnął remisję, ale utrzymała się tylko kilka miesięcy. W 2024 roku pojawiły się pierwsze sygnały nawrotu, a na początku 2026 roku wznowiono leczenie. Nowotwór okazał się oporny na kolejne terapie.

Zasady gry się zmieniły, życie Wojtka jest bezpośrednio zagrożone — pisze na stronie zbiórki żona pacjenta, Paulina.

Terapia bez refundacji

Lekarze wskazali rodzinie nowoczesną immunoterapię CAR-T jako opcję dającą największe szanse. Bariera jest finansowa — w Polsce ta metoda nie jest refundowana pacjentom ze szpiczakiem plazmocytowym.

Wrocławski kardiolog choruje na szpiczaka. Rodzina zbiera 1,8 mln zł na terapię CAR-T
To niezwykle frustrująca sytuacja, gdy znamy drogę leczenia, ale nie możemy jej podjąć, bo cena zwala z nóg… Dlatego jesteśmy zmuszeni założyć tę zbiórkę — tłumaczy Paulina Rychard.

Termin nie jest umowny. Choroba postępuje, a opóźnienie może doprowadzić do ciężkich i nieodwracalnych powikłań neurologicznych — dlatego rodzina wyznaczyła koniec września jako granicę zebrania pełnej kwoty.

Zmiany od odcinka szyjnego po kość ogonową

Badania obrazowe pokazują rozległe zmiany w całym kręgosłupie — od odcinka szyjnego aż do kości ogonowej — z aktywnymi ogniskami choroby. Dalszy rozwój nowotworu grozi utratą sprawności i koniecznością poruszania się na wózku.

Przed diagnozą Rychard pracował w szpitalu, gdzie zajmował się między innymi wszczepianiem rozruszników i ablacjami, a wcześniej przez kilka lat jeździł w zespołach pogotowia ratunkowego. Ma dwóch synów w wieku 14 i 18 lat.

Człowiek, który oddał serce i zdrowie, by ratować innych, dziś sam potrzebuje pomocy, by nie zostawić naszych dzieci bez ojca — apeluje jego żona.

Comments

Loading...