Krzewy derenia jadalnego rosły jeszcze sto lat temu w większości dworskich parków, przyklasztornych ogrodów i zamożniejszych gospodarstw w Polsce, a po II wojnie światowej niemal zniknęły z krajobrazu. Powód był ideologiczny: ponieważ dereń sadzono przy pałacach, klasztorach i szlacheckich dworkach, nowe władze uznały go za „pański owoc” kojarzony z arystokracją i minionym ustrojem. W wielu miejscach nakazywano wycinkę krzewów.
Do tego doszły względy czysto praktyczne. Dereń fatalnie sprawdzał się w uprawie przemysłowej — owoce dojrzewają nierównomiernie, zbiór trzeba prowadzić ręcznie, a duża pestka psuła rachunek wydajności. W sadach jego miejsce zajęły porzeczki, jabłonie i czereśnie.
Uratowała go kolekcja stworzona w latach 80.
Gatunek przetrwał w Polsce dzięki botanikom, przede wszystkim prof. Józefowi Pióreckiemu, który w latach osiemdziesiątych zaczął gromadzić kolekcję i ratować stare odmiany. Bez tej pracy dereń mógłby u nas wyginąć całkowicie.
Do 300 mg witaminy C w 100 gramach
Małe, jaskrawoczerwone i wyraźnie cierpkie owoce zawierają nawet 300 mg witaminy C na 100 gramów świeżego miąższu, czyli ponad pięć razy więcej niż cytryna. Dereń dostarcza też miedzi, potasu, żelaza, magnezu, wapnia i fosforu, przez co wspomaga leczenie anemii i wzmacnia kości.

Antocyjany i flawonoidy dają owocom silne działanie antyoksydacyjne — chronią komórki przed starzeniem, działają antybakteryjnie i przeciwgorączkowo. Garbniki działają ściągająco i wspierają pracę układu pokarmowego przy dolegliwościach żołądkowych.
Nalewka, konfitury i owoce kiszone jak oliwki
Prosto z krzaka dereń bywa zbyt kwaśny i cierpki, więc najlepiej smakuje po przetworzeniu. Klasyką pozostaje domowa dereniówka — wytrawna, aromatyczna nalewka, po którą medycyna ludowa sięgała przy przeziębieniach i kłopotach żołądkowych.
Owoce dobrze sprawdzają się w konfiturach i przetworach, zwłaszcza w połączeniu ze słodszymi jabłkami albo śliwkami, a z dodatkiem miodu robi się z nich syropy na odporność. Kuchnia kaukaska podpowiada jeszcze jedno rozwiązanie: kiszenie zielonych, niedojrzałych owoców. Smakują wtedy niemal jak śródziemnomorskie oliwki i pasują do pieczonych mięs.
Comments