Barbara Maciejczyk — stewardesa z Tu-154M, która 14 minut przed katastrofą prosiła o powrót
Barbara Maciejczyk miała niespełna 29 lat, gdy zginęła 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem. Była najstarszą z trzech stewardes na pokładzie — obok Natalii Januszko i Justyny Moniuszko. 26 sierpnia 2026 r. skończyłaby 45 lat.
W katastrofie zginęło 96 osób, wśród nich para prezydencka Lech i Maria Kaczyńscy, przedstawiciele najwyższych władz państwowych oraz cała załoga maszyny.
Filologia słowiańska, biuro podróży, potem 36. pułk
Urodziła się w Białej Podlaskiej, dorastała w Dęblinie — mieście, które od pokoleń żyje lotnictwem. Do pracy w powietrzu wcale jednak nie szła prostą drogą. W 2003 r. zaczęła studia na Wydziale Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Warszawskiego, a po półtora roku zrezygnowała i zatrudniła się w biurze podróży.
Na początku 2007 r. trafiła do 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego w Warszawie. Dwa lata później zaczęła latać jako stewardesa, obsługując rejsy najważniejszych osób w państwie.
„Potrafiła cofnąć pana premiera na miejsce”
Koleżanki z pułku zapamiętały ją jako osobę, która procedur nie naginała pod nikogo. Ranga pasażera nie robiła na niej wrażenia, jeśli w grę wchodziło bezpieczeństwo na pokładzie.

— Potrafiła cofnąć pana premiera na miejsce — mówiły o niej z podziwem współpracownice.
Rodzice wspominali ją zupełnie inaczej — jako dziewczynę, z którą do domu wchodziło światło.
— Bardzo uparta i zawzięta była z niej dziewczyna. Nad wyraz ambitna. Jak wchodziła do domu, to z nią przychodziło światło. Miała wiecznie uśmiechniętą buzię i nie sposób było nie odpowiedzieć jej tym samym — opowiadali.
Ostatnie 14 minut lotu
Z analizy nagrań i dokumentacji lotu wynika, że na 14 minut przed katastrofą Barbara Maciejczyk podeszła do dyrektora protokołu dyplomatycznego MSZ. „Panie dyrektorze, wróćmy” — powiedziała. Kilkanaście minut później maszyna rozbiła się pod Smoleńskiem. Nikt z obecnych na pokładzie nie przeżył.
Trzecia ekshumacja i sprzeciw matki
W 2016 r. zarządzono kolejną, trzecią już ekshumację ciała stewardesy. Jej matka nie chciała się na nią zgodzić.
— To będzie dla mnie olbrzymia trauma. Tym kościom trzeba dać święty spokój! Ile można brać proszki na uspokojenie? — pytała.
Comments