Sardele, drobne tłuste ryby z wód Oceanu Spokojnego, dostarczają pełnowartościowego białka, kwasów omega-3, żelaza, selenu, wapnia i witaminy B12, a w sklepie kosztują ułamek ceny łososia czy tuńczyka. Mimo to wciąż trafiają do koszyka rzadziej niż popularniejsze gatunki.
Sardele bywają mylone z sardynkami, choć to dwa różne gatunki. Uchodzą też za ryby bezpieczne — nie kumulują metali ciężkich ani rtęci, więc mogą po nie sięgać także kobiety w ciąży.
Co dają organizmowi
Kwasy omega-3, których sardele zawierają wyjątkowo dużo, wspierają pracę serca i układu krążenia. Specjaliści wskazują, że regularne jedzenie tych ryb pomaga obniżyć poziom trójglicerydów i utrzymać prawidłowe ciśnienie krwi.
Osobno wymienia się DHA i EPA, czyli najcenniejsze frakcje omega-3. Odpowiadają za pracę mózgu, wiąże się je z lepszą pamięcią, koncentracją i prawidłowym funkcjonowaniem komórek nerwowych. Z tego powodu sardele stanowią jeden ze stałych elementów diety śródziemnomorskiej.

W kuchni wystarczy odrobina
W sprzedaży dominują sardele w zalewie olejowej lub solnej. Ich intensywny smak sprawia, że pełnią rolę dodatku, a nie głównego składnika dania.
— Sardele świetnie sprawdzają się w makaronach, sałatkach czy domowych pastach. Wystarczy odrobina, by danie zyskało charakter i głębię. Doskonale komponują się też z pizzą czy rozpuszczone w oliwie jako baza do sosów — mówi szef kuchni David Šlapák w rozmowie z serwisem Ireceptar.
Zawartość soli
Największym zastrzeżeniem wobec sardeli pozostaje sód. Dietetycy radzą kontrolować jego dzienne spożycie, sięgać po produkty dobrej jakości i łączyć ryby ze świeżymi warzywami albo pieczywem, które równoważą słony smak.
Przez lata sardele funkcjonowały w cieniu łososia i tuńczyka, dziś zyskują zwolenników ze względu na cenę oraz skład. Za niewielkie pieniądze wzbogacają codzienne menu o białko i tłuszcze omega-3.
Comments